Artyści, którzy odnaleźli już swój środek ekspresji, mogą robić to, co naprawdę kochają. A to z kolei daje im poczucie prawdziwej wolności. Z całą pewnością właśnie tak dzieje się w przypadku Jesusa Ortiza. Warto wejść na Instagram Jesusa. Z łatwością można tam odnaleźć jego twórcze dążenia. Esy-floresy i różne przedmioty, zestawione razem, tworzą scenki – zabawne i przyjemne dla oka.

Często bywa zabawna i dowcipna. Sztuka Jesusa Ortiza to marzenia, ciągła eksploracja, przekraczanie osobistych granic kreatywności i wyobraźni. Formy ekspresji odgrywają zasadniczą rolę w jego pracach. Jaka jest historia Jesusa? Gdzie zaczęła się i jak wygląda jego podróż ze sztuką, dzięki której realizuje się jako artysta?

Opowiedz nam trochę o sobie i o swojej twórczej podróży.

Mam na imię Jesus, chociaż zdecydowanie wolę swój nick „Jesus”. Z resztą już od lat właśnie w taki sposób zwracają się do mnie przyjaciele.

Sztuka pasjonowała mnie, odkąd byłem bardzo małym chłopcem. Jak sięgam pamięcią, wszędzie, gdzie byłem ja, tam były kredki i zaszyty z rysunkami.

Bardzo lubię tworzyć. To dla mnie sposób na życie.

Jak wpadłeś na pomysł, twórczego połączenia rysunków z przedmiotami?

Wszystko zaczęło się trochę przypadkowo, a a biegiem czasu po prostu przybierało właściwą formę. Kiedy założyłem konto na Instagramie, robiłem minimalistyczne zdjęcia krajobrazów, architektury itp.

Stopniowo zacząłem łączyć zdjęcia z ilustracjami, a następnie tworzyć zabawne kolaże. To, jak wyglądają dzisiaj moje prace, to konsekwencja tamtych twórczych eksperymentów.

Uważam, że taki sposób pracy jest świetnym sposobem na to, by zapewnić umysłowi rozrywkę, i nastawić go na stan czuwania.

Skąd czerpiesz inspiracje i jak powstają pomysły na zdjęcia, które zamieszczasz na Instagramie?

Inspiracja zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie i w gruncie rzeczy jej źródłem może być wszystko – spacer po plaży, przechadzka ulicą czy wyjście na zakupy. Wszystko może być inspirujące. Wystarczy być czujnym.

Owoce, kwiaty i rośliny są bardzo wdzięczne, jeśli chodzi o szukanie inspiracji, ponieważ charakteryzują się ciekawymi, czasem zabawnymi, kształtami i wesołymi kolorami.

Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie ilustracji od wstępnego pomysłu do ostatecznej wersji?

To zależy. Nie zawsze zajmuje to tyle samo czasu, ale mogę powiedzieć, że zdecydowanie najdłużej zajmuje znalezienie naprawdę dobrego pomysłu.

Samo wykonanie ilustracji trwa zdecydowanie krócej. Zajmuje mi to przeważnie od kilku godzin do kilku dni.

Jaka jest twoja ulubiona część procesu twórczego?

Najbardziej lubię patrzeć na to, jak moje ilustracje zaczynają żyć swoim własnym życiem. Co mam na myśli? Otóż zawsze, kiedy kończę pracę, mam wrażenie, że ilustracja nie należy już do mnie.

Zaczynam postrzegać ilustrację jak coś odrębnego i obcego dla mnie. Coś, co ma już swoją własną drogę.

Bez względu na to uważam, że każda część procesu twórczego przynosi radość i jest wzbogacająca.

Czy masz w głowie jakąś wiadomość, którą chciałbyś przekazać światu poprzez swoją twórczość?

Tak, uzupełnienie obrazu o inspirującą treść jest dla mnie bardzo ważne. Zwykle korzystam z cytatów znanych ludzi, których podziwiam, zwłaszcza Alejandra Jodorowsky’ego.

Lubię kontrast moich nieco naiwnych ilustracji zestawionych z głębokim, emocjonalnym tekstem. Według mnie to sposób na to, by połączyć się z wewnętrznym dzieckiem, które jest w każdym z nas.

Współpracujesz z jakimiś markami? Czy podjąłbyś się takiej współpracy z jakąś konkretną marką?

Współpracowałem z kilkoma markami, ale muszę przyznać, że nie każdej współpracy mogę się podjąć. Odrzuciłem wiele propozycji, ponieważ nasze style, według mnie, za bardzo się mijały.

Podejmując się współpracy z daną marką, muszę dostać tyle swobody, ile potrzebuję.

Nie myślałem o żadnych konkretnych markach, ale żeby zdecydować się na współpracę, musiałbym mieć pewność, że druga strona szanuje moją pracę i jest w stanie dać mi swobodę działania.

Cenię sobie natomiast współpracę z organizacjami pozarządowymi i podejmuje się tego, kiedy tylko mogę.

Możesz opowiedzieć nam o swoim kocie? Często pojawia się w Twoich projektach.

Tak!!! Jest ze mną od prawie 9 lat i ma na imię Momo (jak bohater książki Michaela Ende’a).

Pojawił się w moim życiu w 2010 roku. Jeden z moich przyjaciół znalazł porzuconego kota. Po tym, jak okazało się, że jest głuchy, został usunięty z miotu.

Z czasem stał się pięknym, eleganckim kotem, więc nie było innego wyjścia – musiałem go w pełni wykorzystać! 🙂

Twoje pierwsze fotografie znacznie różnią się od tych nowszych. Jak zmienił się Twój styl?

Trochę mówiłem o tym na początku wywiadu. Zacząłem, robiąc minimalistyczne zdjęcia. Początkowo myślałem, że na Instagramie muszą pojawiać się wyłącznie zdjęcia. Dopiero później odkryłem, że można go wykorzystać do publikowania bardziej kreatywnych prac, takich jak ilustracje czy kolaże.

Powoli zacząłem odkrywać inne konta, których autorzy stosowali różne techniki. Ja też zdecydowałem się na wprowadzanie nowych elementów. Tak zmieniał się mój styl.

Czego nauczyłeś się dotychczas, tworząc swoje projekty?

W tym czasie nauczyłem się naprawdę wielu rzeczy. Dzięki temu, co robię, wiem, jak pozostawać czujnym i otwartym na pomysły. Pomaga mi to utrzymywać moją wyobraźnię w gotowości.

Udało mi się również obudzić moje wewnętrzne dziecko i nauczyć się, jak czerpać radość.

Pozbyłem się strachu, już nie boję się pokazywać moich prac. Jeszcze niedawno bałem się oceny innych. Teraz już wiem, jak sobie z tym radzić.

View this post on Instagram

#christmas Reindeer 🎄❄

A post shared by Jesuso (@jesuso_ortiz) on

Czy masz jakieś wskazówki dla innych twórców, którzy chcieliby rozpocząć własne projekty?

Przychodzi mi do głowy jedna wskazówka – eksperymentujcie, bez strachu i bez udawania. Najważniejsze jest to, aby odczuwać radość z tworzenia i robić to z sercem. Reszta przyjdzie, zupełnie naturalnie, sama.

Jeśli podobają Ci się prace Jesusa Ortiza, śledź go na Instagramie lub zajrzyj na jego stronę internetową.

Subskrybuj nasz blog

Bądź na bieżąco z nowościami, zdobywaj cenne wskazówki i ciekawe materiały dodatkowe.